Polityczne pomysły najlepiej widać w praktyce. Dwukadencyjność w samorządach, reklamowana jako sposób na “zabetonowaną władzę”, okazała się rozwiązaniem, które ogranicza prawa obywateli i podważa fundamenty demokracji lokalnej.
PSL: Prawo do wyboru należy do mieszkańców
Podczas sejmowej debaty wicemarszałek Sejmu Piotr Zgorzelski nie owijał w bawełnę: – Dwukadencyjność się nie sprawdziła. To mieszkańcy, a nie politycy w Warszawie, mają prawo decydować, kto będzie kierował ich wspólnotą. Oddajmy głos Polakom.
Ludowcy przekonują, że przywrócenie pełni praw wyborczych obywatelom to nie kwestia partyjnych kalkulacji, ale zasady. Jak podkreślają, wprowadzone przez PiS ograniczenie nie miało solidnych podstaw – zabrakło analiz, konsultacji społecznych, a przede wszystkim realnych argumentów.
– O tym, kto rządzi gminą, powinni decydować mieszkańcy, nie partyjny nakaz z Warszawy – powtarza Zgorzelski.
Demokracja sama się broni
Statystyki pokazują jasno: ponad połowa włodarzy gmin i miast traci mandat w każdych wyborach. To dowód, że demokracja lokalna działa i sama dokonuje weryfikacji władzy.
– Dwukadencyjność to fałszywy argument o „zabetonowanych samorządach”. Ludzie weryfikują władzę sami – zaznacza wicemarszałek.
PSL przypomina, że spór nie dotyczy wyłącznie długości sprawowania funkcji, ale przede wszystkim zaufania: czy wierzymy obywatelom, czy partyjnym gabinetom.
Hipokryzja i nierówność zamiast reformy
Kolejny zarzut dotyczy braku konsekwencji. Ograniczenie objęło wójtów i burmistrzów, ale już nie starostów, marszałków czy parlamentarzystów.
– Jeśli PiS uważa, że służba publiczna powinna być tylko na dwie kadencje, niech zacznie od Sejmu i Senatu. Samorządowców zostawmy mieszkańcom – mówi Zgorzelski.
Ludowcy zwracają uwagę, że prawdziwa praca w samorządzie wymaga długofalowego planowania, często na więcej niż dwie kadencje. Dwukadencyjność zaburzyła tę logikę, a zamiast reformy wprowadziła nierówne zasady gry.
Walka o wybór dla Polaków
PSL zapowiada intensywne rozmowy ze wszystkimi klubami parlamentarnymi. Celem jest zdobycie większości dla projektu znoszącego ograniczenie. – Dwukadencyjność to nie reforma, tylko ograniczenie demokracji. Prawdziwą weryfikacją dla pracy wójta czy burmistrza są wybory, nie przepisy PiS – podkreśla Zgorzelski.
Młodzi samorządowcy: Nie odbierajcie ludziom prawa do decydowania
Głos zabrali także młodzi działacze samorządowi, m.in. Alex Szczyrba z Sandomierza i Jakub Wejman z Pajęczna. Wskazują, że argument o „otwieraniu drogi dla młodych” jest nieprawdziwy. – O aktywności i energii decydują mieszkańcy, nie kadencyjne ograniczenia – mówi Wejman.
Ich zdaniem dwukadencyjność jest niesprawiedliwa: ogranicza możliwość kandydowania doświadczonym gospodarzom cieszącym się zaufaniem ludzi. – To mieszkańcy powinni decydować, nie Warszawa – dodaje Szczyrba.
Zaufajmy obywatelom
Stanowisko PSL jest jednoznaczne: partia sprzeciwia się politycznemu ograniczaniu demokracji lokalnej i domaga się zniesienia zasady dwukadencyjności.
– Nie partie powinny decydować o władzach lokalnych – tylko obywatele. Zaufajmy ludziom. Oni wiedzą, kto najlepiej zarządza ich gminą, miastem czy powiatem. Oddajmy głos Polakom – podsumowuje Zgorzelski.












