Polskie rolnictwo stoi dziś przed wieloma wyzwaniami – od skutków pogodowych, przez utratę rynków eksportowych, po dominację sieci handlowych i niestabilność cen. Senator Ryszard Bober podkreśla, że konieczne są zmiany systemowe: lepsza regulacja rynku, edukacja ekonomiczna rolników oraz inwestycje w infrastrukturę gospodarstw. „Rolnictwo to nie tylko produkcja, to fundament bezpieczeństwa żywnościowego państwa” – mówi w rozmowie z nami.
Dziennikarz: Panie Senatorze, jak ocenia Pan obecną sytuację w polskim rolnictwie?
Ryszard Bober: Bieżąca sytuacja w rolnictwie jest trudna i bardzo złożona. Wynika z wielu czynników – przede wszystkim z nietypowego roku w agrotechnice. Mieliśmy suszę, potem wiosenne przymrozki, a od czerwca wszystko diametralnie się zmieniło. Pogoda się poprawiła, przyroda nadrobiła zaległości wegetacyjne i w efekcie uzyskaliśmy bardzo dobre plony, szacowane na około 35 milionów ton zbóż.
Dziennikarz: Czyli mimo trudnego początku sezonu zbiory okazały się dobre?
Ryszard Bober: Tak, zdecydowanie. Ale problem polega na tym, że w okresie od marca do maja, kiedy zwykle eksportujemy około miliona ton zbóż miesięcznie, tym razem eksport wyniósł zaledwie około 30% tej wartości. Rolnicy nie sprzedawali zboża, licząc na wzrost cen – w porcie było to około 950 zł za tonę pszenicy. Liczono, że po trudnej wiośnie ceny wzrosną. Tymczasem zbiory okazały się bardzo dobre i w efekcie zostało nam między 2 a 3 miliony ton pszenicy ze starych zapasów.
Dziennikarz: A jak ta sytuacja wpłynęła na eksport?
Ryszard Bober: Niestety, straciliśmy część tradycyjnych rynków zbytu, takich jak Tunezja, Angola czy Egipt, do których polska pszenica trafiała co roku. Ponieważ wiosną eksport praktycznie nie funkcjonował, w te miejsca weszły firmy z innych krajów. Teraz bardzo trudno odzyskać te rynki
Dziennikarz: Jak wygląda dziś sytuacja w produkcji zwierzęcej?
Ryszard Bober: Niezbyt dobrze. Polska na potrzeby konsumpcyjne – pieczywo, makarony, ciasta – potrzebuje około 9 milionów ton zbóż. Kolejne 9 milionów ton trafia na pasze – dla drobiu, trzody i bydła. Problem w tym, że populacja zwierząt hodowlanych spada, bo produkcja jest mało opłacalna. Jedynie sektor drobiarski utrzymuje wysoką dynamikę. Polska jest dziś światowym potentatem w produkcji mięsa drobiowego, ale 60–70% tego mięsa trafia na eksport, więc wszelkie wahania rynkowe mocno nas uderzają.
Dziennikarz: Jakie inne problemy dotykają rolników?
Ryszard Bober: Weźmy chociażby ziemniaki. Po bardzo dobrym roku finansowym areał upraw wzrósł aż o 30%. Plony były dobre, ale popyt pozostał ten sam. Nadwyżka podaży automatycznie spowodowała spadek cen. W skupie ziemniak kosztuje dziś kilkadziesiąt groszy, a wiosną w sklepie może kosztować 2–3 złote za kilogram. To pokazuje, jak duże są marże nakładane przez sieci handlowe. Niestety, rolnik nie ma na to wpływu.
Dziennikarz: Czy są jakieś regulacje, które mogłyby chronić polskich producentów?
Ryszard Bober: W innych krajach takie regulacje istnieją, na przykład w Niemczech czy Francji obowiązuje zasada, że maksymalnie 30% towarów w sieciach handlowych może pochodzić spoza kraju. W Polsce takich przepisów nie ma. Sieci dyskontowe mają ogromny wpływ na rynek, narzucają ceny i promują swoje marki własne. Te marki stanowią już znacznie więcej niż zalecane 20% asortymentu. Przetwórcy są od nich uzależnieni i często zmuszani do produkcji pod marką sieci, co prowadzi do zaniżania cen i ograniczania konkurencji.
Dziennikarz: Czy instytucje państwowe mogą w tej sytuacji coś zrobić?
Ryszard Bober: Oczywiście działa Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który nakłada wielomilionowe kary, ale nie jest w stanie wszystkiego wychwycić. Potrzebne są mocniejsze instrumenty ochronne, zarówno na poziomie krajowym, jak i unijnym. Rolnictwo to nie tylko gospodarka, to także bezpieczeństwo żywnościowe państwa.
Dziennikarz: Jak rolnicy mogą się zabezpieczyć przed stratami?
Ryszard Bober: Przede wszystkim przez dywersyfikację dochodów i kontraktację. Jeśli rolnik uzna, że cena 800 zł za tonę pszenicy jest dla niego opłacalna, powinien zakontraktować przynajmniej 30% zbiorów, a resztę sprzedać później, gdy rynek się ustabilizuje. Dzięki temu ograniczy ryzyko trafienia na cenowy dołek. Niestety, wielu rolników wciąż nie stosuje tej metody, bo pamięta czasy PRL-u, kiedy kontraktacja była obowiązkowa i nieopłacalna. Dziś to jednak narzędzie ochronne, a nie przymus.
Dziennikarz: Wspomniał Pan również o infrastrukturze gospodarstw.
Ryszard Bober: Tak. Gospodarstwa powinny mieć własne magazyny i chłodnie, żeby przechowywać płody rolne. Wciąż często widzimy ziemniaki czy marchew przechowywane w kopcach, co generuje straty. Gdyby rolnicy mogli przechowywać płody w nowoczesnych warunkach, mogliby sprzedawać je wtedy, gdy ceny są wyższe, a nie zaraz po zbiorach.
Dziennikarz: Jakie są zatem najważniejsze wyzwania dla polskiego rolnictwa?
Ryszard Bober: Edukacja ekonomiczna rolników, inwestycje w infrastrukturę i magazyny, wsparcie państwa w regulowaniu rynku oraz ochrona polskiej żywności przed nieuczciwą konkurencją z zewnątrz. Rolnictwo jest nieprzewidywalne, bo zależy od pogody i warunków naturalnych, ale można wprowadzić mechanizmy, które pozwolą rolnikom funkcjonować stabilniej.
Dziennikarz: Dziękuję za rozmowę.












