Rolnictwo

Wywiad z senatorem: „Umowa UE–Mercosur to realne ryzyko dla polskiego rolnictwa”

Rozmowa z senatorem Ryszardem Boberem, przewodniczącym senackiej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Gdy Unia Europejska szykuje się do finalizacji umowy z Mercosur, wśród europejskich rolników narasta niepokój. „Ta umowa może wstrząsnąć całym rynkiem” – ostrzega senator w rozmowie z naszym dziennikarzem. Wyjaśnia, jakie towary mogą zalać Europę, dlaczego system ochrony jest dziurawy i jak globalne interesy wpływają na bezpieczeństwo żywnościowe Polski.

Dziennikarz: Panie Senatorze, w debacie publicznej coraz częściej pojawia się temat umowy handlowej UE–Mercosur. Dlaczego sprawa budzi dziś takie emocje?

Ryszard Bober: Ponieważ umowa została rozszerzona o kolejne państwa, w tym takie, które mają ogromną produkcję rolną i przetwórczą. Do tego dochodzą kraje, które w ostatnich latach stały się potęgami rolniczymi, choćby Brazylia czy Argentyna. To wszystko ma bezpośredni wpływ na rynek europejski, w tym polski. A w obecnym kształcie ta umowa jest bardzo niekorzystna dla rolnictwa europejskiego. Może zdestabilizować i tak trudną sytuację na naszych rynkach.

Dziennikarz: Zwolennicy porozumienia podkreślają, że zawiera ono klauzule ochronne. Czy to nie zabezpiecza interesów europejskich rolników?

Ryszard Bober: Teoretycznie tak. Klauzule istnieją, mówią, że jeśli import destabilizuje rynek, kraj może wystąpić o blokadę w ciągu trzech tygodni. Problem polega na tym, że Unia działa wolno. W praktyce procedury trwają miesiącami. A i tak to, co zostało wcześniej zakontraktowane, wpływa do Europy. Nawet jeśli przewidziano odszkodowania, ich wysokość jest symboliczna. To sygnał, że sami negocjatorzy spodziewają się poważnych problemów na rynku.

Dziennikarz: Jakie produkty są dla Polski największym zagrożeniem?

Ryszard Bober: Przede wszystkim cukier trzcinowy i wołowina z Argentyny, które mogą wywrócić nasze rynki.
Do tego dochodzą zboża, soja i oleje roślinne – Brazylia jest potęgą w tym obszarze. To uderzy w polski rzepak i rozwijającą się produkcję soi, która w ciągu pięciu lat zwiększyła areał dziesięciokrotnie.

Dziennikarz: Premier pytał niedawno, jak to możliwe, że wołowina z Argentyny ma być tańsza od polskiej, skoro trzeba ją jeszcze przetransportować. Jak Pan to tłumaczy?

Ryszard Bober: To nie jest tak, że wołowina w Argentynie jest z natury tania. Ona staje się konkurencyjna dzięki systemom dopłat i wsparcia, które trudno przejrzeć. Sama ambasador Argentyny mówiła mi, że zależy im przede wszystkim na dostępie do europejskiego rynku, bo to podnosi ceny ich produktów na rynkach światowych. Problem w tym, że za tym wszystkim stoi również ogromny koszt środowiskowy – wypalanie Amazonii, powiększanie pastwisk, niszczenie ekosystemów. Mówimy o śladzie węglowym, a jednocześnie otwieramy rynek dla produkcji niszczącej „płuca świata”.

Dziennikarz: Czy wpływy polityczne, geopolityka albo interesy wielkich korporacji odgrywają tu większą rolę?

Ryszard Bober: Nie chcę wchodzić w te najbardziej skrajne teorie, choć takie się pojawiają. Realnie większe obawy mam nie o Amerykę Południową, tylko o Stany Zjednoczone. USA mają do Europy 0% cła na produkty rolne, a my płacimy 15% wysyłając towary do USA. I już widzimy efekty, masło ze Stanów trafia na rynek europejski, co destabilizuje ceny mleka. W Polsce mleczarnie zaczynają je obniżać. Jeśli te procesy się nasilą, mogą uderzyć w jedną z naszych najmocniejszych branż eksportowych.

Dziennikarz: Przejdźmy na chwilę do relacji z Ukrainą. Jak ukraiński eksport wpływa na europejski rynek?

Ryszard Bober: Ukraina jako kraj stowarzyszony otrzymała większe limity dostępu do rynku UE. W wielu segmentach szczególnie w owocach miękkich i drobiu, zaczyna to nabierać dynamiki. Polska jest drugim lub trzecim producentem drobiu na świecie, więc każda nadpodaż ma dla nas ogromne znaczenie.

Dziennikarz: A jak wygląda obecnie sytuacja związana z ptasią grypą?

Ryszard Bober: Choroba pojawia się sezonowo, głównie w okresie migracji ptaków. Dochodzi do likwidacji całych stad, co w ostatnich dniach wystąpiło w dwóch stadach blisko nas, bo w Iławie.Natomiast udało nam się wywalczyć bardzo ważny mechanizm – rejonizację eksportu. Jeśli ognisko pojawia się w jednym regionie, tylko ten region jest wyłączony z eksportu na rynki Azji. Kiedyś blokowano całą Polskę. Od sierpnia eksport drobiu z większości kraju znów działa normalnie. To duży sukces Ministerstwa Rolnictwa oraz służb weterynaryjnych.

Dziennikarz: Czyli dyplomacja gospodarcza też odegrała tu swoją rolę?

Ryszard Bober: Tak, zdecydowanie. Premier Kosiniak-Kamysz był zaangażowany choćby w otwarcie rynku koreańskiego. Skoro Polska kupuje od Korei sprzęt wojskowy, to naturalne, że powinni kupować także naszą żywność. Do tego Ministerstwo Spraw Zagranicznych zmieniło podejście, w ambasadach na rynkach wschodzących pracują dziś radcy handlowi odpowiedzialni za promocję polskiej żywności. To zaczyna przynosić efekty.

Dziennikarz: Panie Senatorze, dziękuję za rozmowę.