Prezydent zawetował ustawę o aktywnym rolniku. Senator Ryszard Bober nie kryje rozczarowania. W rozmowie podkreśla, że projekt miał wzmocnić gospodarstwa realnie prowadzące produkcję rolną, uporządkować system dopłat i dać impuls rozwojowy młodym rolnikom. – To nie był atak na własność, lecz próba przywrócenia elementarnej sprawiedliwości – przekonuje.
Dziennikarz: Panie Senatorze, prezydent zawetował ustawę o aktywnym rolniku. Jak Pan przyjął tę decyzję?
Ryszard Bober: Z dużym rozczarowaniem. To była ustawa, która dawała nadzieję, szczególnie młodym rolnikom, że mogą wiązać swoją przyszłość z prowadzeniem gospodarstw, brać odpowiedzialność za rodziny i realnie konkurować na rynku. Chodziło o budowanie odporności polskiego rolnictwa na kolejne lata. Weto tę perspektywę znacząco ogranicza.
Dziennikarz: Co w praktyce miała zmienić ta ustawa?
Ryszard Bober: Przede wszystkim uporządkować system. Środki z Funduszu Rozwoju Obszarów Wiejskich powinny trafiać do tych, którzy faktycznie prowadzą działalność rolniczą – sieją, orzą, inwestują, ponoszą ryzyko produkcyjne. Dziś system nie zawsze „widzi” grunty dzierżawione ustnie. Ziemia formalnie przypisana jest do właściciela, a nie do osoby, która ją faktycznie uprawia.
Ustawa wprowadzała jasne kryteria statusu aktywnego rolnika. W pierwszym roku około 95 proc. rolników zostałoby nim objętych z mocy prawa, mówimy o tych, którzy posiadają zwierzęta, są w rejestrach gospodarstw ekologicznych, prowadzą określone praktyki rolnicze. Problem dotyczyłby wyłącznie tych, którzy ziemi realnie nie uprawiają, oni musieliby wykazać aktywność fakturami zakupowymi lub sprzedażowymi.
Dziennikarz: Przeciwnicy ustawy twierdzili, że to pierwszy krok do ograniczania prawa własności.
Ryszard Bober: To nieprawda. Prawo własności w Polsce jest zagwarantowane konstytucyjnie i jest nienaruszalne. Aby je ograniczyć, trzeba byłoby zmienić konstytucję, a o tym nie ma mowy. Mówienie, że ustawa była etapem „zabierania ziemi”, to zwyczajnie wprowadzanie opinii publicznej w błąd.
Warto pamiętać, że za niespełna miesiąc będziemy obchodzić 45. rocznicę wydarzeń, kiedy kujawsko-pomorscy rolnicy upomnieli się o swoje prawa, czego efektem była ustawa o stowarzyszeniach rolników z 1982 roku. Jednym z fundamentów tamtych postulatów było właśnie zagwarantowanie własności. Nikt tego dziś nie podważa.
Dziennikarz: Co z dzierżawami? Padały argumenty, że ustawa wymuszałaby formalizowanie umów.
Ryszard Bober: Umowy dzierżawy ustne są ważne z mocy prawa, ale nie dają pełnej pewności żadnej ze stron. Właściciel nie ma gwarancji stosowania dobrych praktyk rolniczych, a dzierżawca – stabilności użytkowania gruntu. Sformalizowanie relacji zwiększa przejrzystość i bezpieczeństwo obrotu. Podkreślam też: właściciel gruntu może w umowie dzierżawy uwzględnić dopłaty w czynszu. Nic nie stoi na przeszkodzie, by wynegocjować odpowiedni poziom dochodu.
Dziennikarz: Pojawiały się również obawy o opodatkowanie umów i utratę statusu w KRUS.
Ryszard Bober: To jest kolejne kłamstwo, kolejna nieprawda, która nigdy nie będzie miała miejsca. Nie było planów, dopóki PSL współtworzy rząd, i dopóki odpowiadamy za sektor rolniczy, wprowadzania opodatkowania takich umów tylko dlatego, że byłyby zawarte na piśmie. Podobnie w przypadku KRUS – osoby pozostające w systemie miały zachować swoje uprawnienia aż do osiągnięcia wieku emerytalnego lub prawa do renty. Te kwestie były jasno komunikowane.
Dziennikarz: Dlaczego więc – Pana zdaniem – ustawa nie zyskała akceptacji prezydenta?
Ryszard Bober: Wokół projektu narosło wiele emocji. Grupa, która doradzała panu prezydentowi, która często jest właścicielem gruntów, ale nie uprawia tych gruntów, uznała, że lepiej jest zachować własne status quo, niż dać szansę tym, którzy chcą się rozwijać – aktywnym rolnikom. Niestety, ustawa nie znalazła zrozumienia. Mam wrażenie, że argumenty merytoryczne przegrały z kalkulacją polityczną.
Dziennikarz: Czy temat wróci?
Ryszard Bober: Potrzeba rozdzielenia własności od realnej aktywności produkcyjnej w systemie dopłat nie zniknie. Młodzi rolnicy jasno mówią, że oczekują sprawiedliwych zasad. Jeśli chcemy budować konkurencyjne i odporne rolnictwo, środki publiczne muszą trafiać do tych, którzy rzeczywiście pracują na ziemi. I do tej dyskusji będziemy wracać.
Dziennikarz: Panie Senatorze dziękuję za rozmowę.












