Jest pierwszym, do którego dzwoni się, gdy lampa na ulicy nie świeci. Ostatnim, który gasi światło po festynie. Wie, gdzie zgubił się pies sąsiada, kto zostawił traktor pod sklepem i dlaczego znowu ktoś zaparkował na drodze do pola. Sołtys – instytucja, legenda i człowiek od zadań specjalnych. Dziś obchodzimy jego święto.
Sołtys w polskiej wsi to trochę jak lokalny superbohater, tylko zamiast peleryny ma notes, telefon i klucze do świetlicy. Potrafi w jednym dniu zorganizować zebranie wiejskie, pomóc sąsiadowi napisać wniosek o dopłatę, znaleźć kogoś do naprawy mostku na rowie i jeszcze sprawdzić, czy kiełbasa na festynie się nie przypala.
Nie ma chyba drugiej takiej funkcji, która wymagałaby jednocześnie dyplomacji, cierpliwości, poczucia humoru i umiejętności godzenia sporów o… wszystko. O drogę, o płot, o drzewo, które „za bardzo się rozrosło”, i o to, czy dożynki mają być w sobotę czy w niedzielę.
Sołtys to także mistrz rozmów. Potrafi wysłuchać każdej historii – od tej o uciekającej kurze po szczegółową analizę pogody z ostatnich trzydziestu lat. A kiedy trzeba, znajdzie rozwiązanie nawet najbardziej skomplikowanego problemu. Czasem wystarczy dobre słowo, czasem telefon, a czasem… kawa i rozmowa przy stole.
Nie bez powodu mówi się, że sołtys jest sercem wsi. To on łączy ludzi, mobilizuje do działania i sprawia, że nawet najmniejsza miejscowość potrafi zrobić wielkie rzeczy, od budowy placu zabaw po organizację festynu, na który przyjeżdżają goście z całej okolicy.
Dlatego dziś warto powiedzieć jedno: dziękujemy. Za cierpliwość, za zaangażowanie, za tysiące drobnych spraw, które dzięki sołtysom po prostu się dzieją.
Bo choć na co dzień sołtys bywa trochę jak pogotowie ratunkowe od wszystkiego, to bez niego wiele spraw na wsi po prostu… nie ruszyłoby z miejsca.
Wszystkim sołtyskom i sołtysom życzymy dużo energii, wyrozumiałych mieszkańców, sprawnych telefonów i jak najwięcej powodów do dumy z własnej miejscowości. No i oczywiście udanego świętowania!












