Nowe rozdanie w Sejmie przyniosło już pierwsze ważne decyzje i polityczne spory. Jednym z nich był wybór Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. W rozmowie z nami poseł Zbigniew Sosnowski komentuje tę nominację, odnosi się do zarzutów dotyczących afery Zondacrypto oraz ostrzega przed rosnącą popularnością ruchów skrajnych w Europie.
Dziennikarz: Nowe rozdanie w Sejmie rozpoczęło się od kilku ważnych decyzji. Jedną z pierwszych była nominacja Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Jak Pan ocenia tę decyzję? Czy uważa Pan, że jest to właściwy kandydat na tak odpowiedzialne stanowisko?
Zbigniew Sosnowski: Rzeczywiście, w połowie września kończy się kadencja jednego z członków Trybunału Konstytucyjnego, więc zgodnie z prawem obowiązkiem polskiego parlamentu jest wybór osoby, która będzie pełniła tę funkcję. Podczas obrad Sejmu zgłoszono dwie kandydatury. Ostatecznie większość parlamentarna poparła kandydaturę pana Macieja Berka.
To osoba, która od wielu lat zajmuje się przygotowywaniem ustaw od strony legislacyjnej. Jest również bliskim współpracownikiem premiera Donalda Tuska. I właśnie ten fakt budził obawy czy zdziwienie części opozycji, szczególnie Prawa i Sprawiedliwości, wobec jego kandydatury.
Ja z przekonaniem głosowałem za wyborem pana Macieja Berka. Znam go od wielu lat i miałem okazję z nim współpracować. Wiem, że jest człowiekiem o ogromnych kompetencjach. Na pewno jest państwowcem i to nie podlega żadnej dyskusji. Myślę, że niewiele jest osób w polskim państwie, które są tak dobrze przygotowane od strony urzędniczej i legislacyjnej do pełnienia tego rodzaju funkcji. Jestem przekonany, że to bardzo dobry kandydat do Trybunału Konstytucyjnego.
Dziennikarz: Opozycja, a także prezydent, zwracali jednak uwagę, że Maciej Berek przez lata współpracował z obecnym obozem rządzącym, a więc jego kandydatura może być postrzegana jako polityczna. Czy Pana zdaniem takie zarzuty są uzasadnione?
Zbigniew Sosnowski: Oczywiście wcześniej podnosiłem problemy, na które zwracał uwagę pan prezydent. Ale kiedy spojrzymy wstecz i przypomnimy sobie, kto w ostatnich latach trafiał do Trybunału Konstytucyjnego, trudno nie dostrzec różnicy. Członkami Trybunału zostali między innymi pani Krystyna Pawłowicz czy pan Stanisław Piotrowicz, a także pan Bogdan Święczkowski. To osoby, które były bardzo wyraźnie zaangażowane politycznie.
Na tym tle Maciej Berek jest wręcz postacią krystaliczną. Nie można stawiać znaku równości pomiędzy nim a osobami, które były bezpośrednio zaangażowane w działalność polityczną. Pan Maciej Berek z działalnością partyjną czy polityczną w takim znaczeniu nie jest związany. I to jest zasadnicza różnica.
Dziennikarz: Czyli Pana zdaniem należy przede wszystkim oceniać jego dorobek zawodowy i kompetencje, a nie fakt, że współpracował z Donaldem Tuskiem?
Zbigniew Sosnowski: Tak. I właśnie dlatego uważam, że jego doświadczenie legislacyjne powinno być tutaj najważniejsze. Znam pana Macieja Berka i wiem, jak dużą wiedzę posiada w zakresie tworzenia prawa. Trybunał Konstytucyjny potrzebuje osób, które bardzo dobrze znają proces legislacyjny, potrafią analizować przepisy i oceniać je pod kątem zgodności z konstytucją. Pod tym względem jest to osoba bardzo dobrze przygotowana.
Dziennikarz: Przejdźmy do kolejnego tematu, który w ostatnim czasie budzi ogromne emocje. Coraz więcej informacji pojawia się w sprawie afery Zondacrypto. Jak Pan dzisiaj patrzy na tę sprawę? Czy rzeczywiście możemy mówić o jednej z największych afer ostatnich lat?
Zbigniew Sosnowski: Zondacrypto to jedna z największych afer, o których dzisiaj mówi się w Polsce. Z każdym dniem wiemy o niej coraz więcej. Niewątpliwie bardzo niepokojące jest to, że wielu polityków Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji jest z tą sprawą powiązanych.
Sam fakt, że fundacje związane z ministrem Zbigniewem Ziobrą oraz fundacja posła Przemysława Wiplera otrzymywały od Zondacrypto pieniądze, pokazuje, jak bliskie były te relacje. Z mediów wiemy również, że firma finansowała różnego rodzaju przedsięwzięcia o charakterze politycznym i przedwyborczym, wspierając kandydatów prawicy. To są fakty, których nie da się po prostu wymazać.
Dziennikarz: Wspomniał Pan o relacjach pomiędzy politykami a firmą Zondacrypto. Jednym z szeroko komentowanych wątków jest również wizyta posła PiS na Ibizie i jego spotkanie z szefem firmy. Co, Pana zdaniem, ten wątek mówi nam o całej sprawie?
Zbigniew Sosnowski: Tak. Faktem jest, że poseł Prawa i Sprawiedliwości pan Michał Moskal udał się na Ibizę, gdzie prowadził rozmowy z szefem Zondacrypto, panem Kralem. Ta wizyta miała później swoje przełożenie na prace nad polskim prawem. Kiedy rząd przedstawiał projekt ustawy, Prawo i Sprawiedliwość zgłosiło kilkanaście poprawek – o ile dobrze pamiętam, było ich trzynaście – które w zdecydowany sposób łagodziły przepisy, działając na korzyść firmy Zondacrypto.
To już bardzo dużo mówi. Myślę, że dalszy komentarz w tej sprawie jest zbędny.
Dziennikarz: Jeżeli rzeczywiście dochodziło do prób wpływania na kształt przepisów, to pojawia się pytanie o odpowiedzialność polityczną. Czy Pana zdaniem wyborcy powinni wyciągnąć z tej sprawy wnioski?
Zbigniew Sosnowski: Tak. I to jest właśnie najważniejsze. Ta afera przyczyniła się przecież do nieszczęścia tysięcy naszych rodaków, którzy zaufali firmie Zondacrypto, zainwestowali swoje pieniądze, a następnie je stracili. Dzisiaj politycy prawicy próbują przekonywać, że odpowiedzialni są wszyscy inni. Tymczasem fakty mówią za siebie. Trzecie weto pokazało również, że za jego przyjęciem ponownie głosowali posłowie Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji.
Dziennikarz: W takim razie zapytam wprost: czy uważa Pan, że popierając kolejne weta prezydenta w tej sprawie, politycy PiS i Konfederacji bronili określonych interesów?
Zbigniew Sosnowski: Nie chcę wyciągać dalej idących wniosków bez jednoznacznych dowodów. Mówię wyłącznie na podstawie tego, co zostało przedstawione i powiedziane w polskim parlamencie. Głęboko wierzę jednak, że dowiemy się jeszcze znacznie więcej. Wyborcy poznają kolejne fakty i będą musieli zastanowić się, co dalej ze swoim głosem wyborczym.
Chyba że są tak bardzo przekonani do swoich poglądów, że nawet najbardziej przykre fakty nie będą już w stanie do nich dotrzeć. To wszystko pokazuje, jak polityka niektórych formacji może być bardzo mocno powiązana z grupami, które budzą poważne zastrzeżenia, a nawet, jak można się obawiać, ze środowiskami o charakterze przestępczym czy mafijnym. Ostatecznie jednak to wyborcy zdecydują, jakiej Polski chcą w przyszłości.
Dziennikarz: Zostańmy jeszcze przy polityce prawicy. W ostatnim czasie część polskich polityków bardzo pozytywnie wypowiada się o sukcesie AfD w Niemczech. Czy Pana zdaniem Polacy powinni z niepokojem patrzeć na rosnącą popularność tej partii?
Zbigniew Sosnowski: Rzeczywiście, niektórzy polscy politycy zachwycają się sukcesem AfD w Niemczech. Ja jednak przestrzegam Polaków i apeluję o rozsądek. Warto zadać sobie trochę trudu i sprawdzić, co znajduje się w programie tej partii. Jeżeli ktoś uważa, że program AfD jest dla Polski korzystny, powinien wiedzieć, jakie stanowisko to ugrupowanie zajmuje między innymi w kwestii polskich ziem zachodnich. Jeżeli rzeczywiście uważamy, że Polska powinna zwrócić Niemcom Dolny Śląsk, to oczywiście można wspierać partie, które popierają AfD. Ja jednak uważam, że trzeba bardzo ostrożnie podchodzić do takich deklaracji i przede wszystkim patrzeć na fakty.
Dziennikarz: Czy widzi Pan w obecnej sytuacji historyczne analogie? Można przecież zauważyć, że przed 1939 rokiem również nie doszło od razu do przejęcia całej władzy przez Hitlera. Proces zaczynał się wcześniej, między innymi od wzrostu poparcia dla ruchów skrajnych. Czy Pana zdaniem historia może się powtórzyć?
Zbigniew Sosnowski: Panie redaktorze, zgadzam się z Pana wnioskami. Przestrzegam przed tym moich rodaków. Widać wyraźnie, że nie tylko w Polsce, ale w całej Europie rosną w siłę ruchy skrajne, również takie, które mają charakter profaszystowski.
Do czego doprowadziły wydarzenia, które rozpoczęły się przed 1939 rokiem, wszyscy doskonale wiemy. I właśnie dlatego bardzo się obawiam, że ponownie szybkimi krokami zbliżamy się do momentu, który może mieć niezwykle poważne konsekwencje. Nie możemy zapominać o historii. Musimy wyciągać z niej wnioski, bo pokój i bezpieczeństwo nie są dane raz na zawsze.
Dziennikarz: Panie Pośle, dziękuję za rozmowę.












