Nowe zasady planowania przestrzennego wywołują coraz więcej pytań i emocji, szczególnie na terenach wiejskich. Przyjęcie planów ogólnych gmin ma uporządkować sposób zagospodarowania przestrzeni i wyraźniej oddzielić obszary przeznaczone pod zabudowę mieszkaniową od terenów produkcji rolnej. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy nowe regulacje ograniczają właścicielom możliwość wykorzystania własnej ziemi, także na potrzeby najbliższej rodziny. O konsekwencjach reformy, sytuacji rolników i potrzebie ochrony funkcji produkcyjnej polskiej wsi rozmawiamy z senatorem Ryszardem Boberem.
Dziennikarz: Od 1 września obowiązują nowe rozwiązania związane z planowaniem przestrzennym. W debacie publicznej często mówi się o „ustawie o ziemi”, ale w rzeczywistości chodzi przede wszystkim o plany ogólne gmin. Co zmieniają one dla mieszkańców wsi?
Ryszard Bober: Przede wszystkim trzeba uporządkować nazewnictwo. Ustawa o ochronie gruntów rolnych czy przepisy dotyczące nabywania ziemi przez cudzoziemców to odrębne regulacje. W tym przypadku mówimy przede wszystkim o planach ogólnych gmin, które są uchwalane przez rady gmin.
Ich założeniem jest uporządkowanie przestrzeni i rozróżnienie funkcji poszczególnych terenów. Chodzi między innymi o wskazanie, gdzie powinna rozwijać się zabudowa mieszkaniowa, a gdzie należy zachować funkcję produkcyjną, w tym rolniczą. Sam kierunek porządkowania przestrzeni jest zrozumiały. Problem pojawia się wtedy, gdy rozwiązania planistyczne zaczynają nadmiernie ingerować w możliwość korzystania z własności.
Dziennikarz: I właśnie własność wydaje się tutaj jednym z najważniejszych problemów. Co w sytuacji, gdy właściciel chce przekazać część ziemi synowi albo córce, a nowy plan gminy nie przewiduje tam zabudowy mieszkaniowej?
Ryszard Bober: To jeden z poważniejszych problemów, który zgłaszają mi zarówno mieszkańcy, jak i przedstawiciele samorządów. Wyobraźmy sobie gospodarstwo, na którym rodzice chcą wydzielić część działki dla syna czy córki. Jeżeli plan ogólny wskaże, że w tej części miejscowości nie przewiduje się zabudowy mieszkaniowej, taka możliwość może zostać bardzo mocno ograniczona.
W konsekwencji zmienia się również wartość nieruchomości. Ziemia, na której wcześniej można było planować budowę domu, po zmianie przeznaczenia może mieć zupełnie inną wartość. To rodzi pytania o proporcję między interesem publicznym, ładem przestrzennym a prawem właściciela do korzystania ze swojej własności.
Dziennikarz: Czy nie dochodzimy w ten sposób do sytuacji, w której państwo albo samorząd mówi właścicielowi, co może zrobić z jego własną ziemią?
Senator Ryszard Bober:
Planowanie przestrzenne z natury rzeczy ogranicza swobodę właściciela, ponieważ każda gmina musi mieć określone zasady zagospodarowania przestrzeni. Nie możemy jednak abstrahować od skutków tych decyzji. Jeżeli ograniczamy możliwość zabudowy, musimy brać pod uwagę, że dla konkretnego właściciela może to oznaczać realną stratę. Szczególnie problematyczne jest to na terenach wiejskich, gdzie ziemia jest nie tylko nieruchomością, ale często podstawą funkcjonowania gospodarstwa i majątkiem przekazywanym z pokolenia na pokolenie.
Dziennikarz: Samorządowcy również sygnalizują problemy. Czy otrzymuje Pan takie sygnały?
Ryszard Bober: Tak. Zwracają się do mnie zarówno rady gmin, jak i wójtowie czy burmistrzowie. Wskazują, że obecny sposób przygotowywania i wdrażania planów ogólnych może prowadzić do sytuacji trudnych dla mieszkańców.
Musimy pamiętać, że plan ogólny ma ogromne znaczenie dla przyszłości gminy. To nie jest dokument techniczny, który interesuje wyłącznie urbanistów. On może zdecydować o tym, gdzie za kilka czy kilkanaście lat będzie można zbudować dom, rozwinąć gospodarstwo czy prowadzić działalność gospodarczą.
Dziennikarz: Wspomniał Pan o jeszcze jednym problemie – postępowaniach dotyczących warunków zabudowy, które mogą zostać przerwane przez wejście w życie planu ogólnego. Dlaczego budzi to takie emocje?
Ryszard Bober: Wyobraźmy sobie rolnika, który rozpoczął procedurę uzyskania warunków zabudowy, na przykład w związku z planowaną inwestycją gospodarczą czy biogazownią. Postępowanie trwa, ale zanim zakończy się ostateczną decyzją, gmina uchwala plan ogólny.
Jeżeli nowe regulacje powodują, że wcześniejsze postępowanie traci podstawę, mieszkaniec może zostać zmuszony do rozpoczęcia procedury od początku, już w oparciu o nowe zasady. Moim zdaniem takie sytuacje wymagają szczególnej uwagi. Jeżeli obywatel rozpoczął postępowanie zgodnie z obowiązującymi przepisami, powinien mieć pewność co do reguł, według których jego sprawa zostanie zakończona.
Dziennikarz: Skąd w ogóle wzięła się potrzeba tworzenia planów ogólnych?
Ryszard Bober: Potrzeba uporządkowania przestrzeni jest oczywista. Przez lata zabudowa w wielu miejscach rozwijała się w sposób bardzo rozproszony. To później generuje ogromne koszty dla samorządów – trzeba doprowadzić drogi, wodociągi, kanalizację, energię elektryczną.
Jeżeli pojedyncze budynki powstają w dużym oddaleniu od istniejącej infrastruktury, koszt obsługi takiej zabudowy ponosi ostatecznie cała wspólnota samorządowa. Dlatego rozumiem argument za koncentracją zabudowy. Musimy jednak pamiętać, że polska wieś nie jest wszędzie taka sama.
Dziennikarz: To ważna uwaga. Inaczej wygląda wieś na południu Polski, a inaczej na Kujawach i Pomorzu.
Ryszard Bober: Dokładnie. W wielu regionach południowej Polski zabudowa jest mocno skupiona. Tymczasem na Kujawach i Pomorzu mamy zupełnie inny model. Gospodarstwo często znajduje się wśród własnych gruntów, które są podstawą prowadzenia produkcji rolnej. Nie możemy więc tworzyć jednego modelu dla całego kraju i zakładać, że wszędzie będzie funkcjonował tak samo.
Dziennikarz: Czy zatem przy planowaniu przestrzennym powinniśmy mocniej uwzględniać specyfikę gospodarstw rolnych?
Ryszard Bober: Zdecydowanie. Szczególnie musimy chronić możliwość prowadzenia produkcji rolnej. Rolnictwo jest specyficzną działalnością gospodarczą. Nie da się go całkowicie zamknąć w określonych godzinach ani odizolować od otoczenia.
Rolnik podczas spiętrzenia prac polowych musi czasem wyjechać kombajnem czy ciągnikiem późnym wieczorem. Na wsi występują również zapachy i odgłosy charakterystyczne dla działalności rolniczej. Jeżeli ktoś decyduje się zamieszkać na wsi, powinien mieć świadomość, że obok niego może funkcjonować gospodarstwo rolne. Nie możemy oczekiwać, że wieś będzie wyłącznie sypialnią dla mieszkańców miast.
Dziennikarz: To prowadzi nas do szerszego pytania: czy w planowaniu przestrzennym nie powinniśmy w większym stopniu chronić funkcji produkcyjnej polskiej wsi?
Ryszard Bober: Tak. Musimy znaleźć właściwą równowagę. Wieś ma być miejscem do życia, ale jednocześnie musi pozostać miejscem produkcji żywności. To nie jest wyłącznie kwestia interesu rolników. Produkcja żywności jest elementem bezpieczeństwa państwa. Żywność musi być produkowana na wsi, trudno wskazać inne miejsce, w którym mogłaby powstawać na taką skalę. Dlatego polityka przestrzenna musi uwzględniać zarówno potrzeby mieszkańców, jak i potrzeby gospodarstw rolnych.
Dziennikarz: Czyli konflikt między funkcją mieszkaniową a produkcyjną będzie jednym z największych wyzwań?
Ryszard Bober: Tak, szczególnie tam, gdzie te dwie funkcje zaczynają się ze sobą bezpośrednio stykać. Potrzebujemy jasnych zasad, żeby mieszkaniec wiedział, czego może oczekiwać, a rolnik miał możliwość prowadzenia swojej działalności. Nie możemy doprowadzić do sytuacji, w której gospodarstwo istniejące od pokoleń nagle staje się problemem tylko dlatego, że w jego sąsiedztwie pojawiła się nowa zabudowa mieszkaniowa.
Dziennikarz: Wspominał Pan również o przygotowywanej ustawie dotyczącej funkcji produkcyjnej wsi. Czy może ona złagodzić część obecnych problemów?
Ryszard Bober: Taki jest cel tych prac. Ustawa dotycząca funkcji produkcyjnej wsi ma między innymi wyraźniej uporządkować kwestie związane z obszarami produkcyjnymi i mieszkaniowymi. Mam nadzieję, że pozwoli ona lepiej zabezpieczyć interesy rolników i jednocześnie ograniczyć konflikty wynikające z nieprecyzyjnego rozdzielenia różnych funkcji na terenach wiejskich.
Dziennikarz: Na koniec zapytam o rzecz najbardziej praktyczną. Co powinien zrobić mieszkaniec wsi, który obawia się, że plan ogólny ograniczy możliwość zabudowy jego działki?
Ryszard Bober: Przede wszystkim powinien interesować się procedurą planistyczną i korzystać z możliwości udziału w konsultacjach. Plany ogólne nie powstają z dnia na dzień. Są procedowane, uzgadniane i poddawane konsultacjom. To ważne, ponieważ później bardzo łatwo powiedzieć: „nie wiedziałem”. Nieznajomość prawa nie zwalnia jednak z jego stosowania.
Dlatego zachęcam mieszkańców, aby sprawdzali dokumenty planistyczne swojej gminy, uczestniczyli w konsultacjach i zgłaszali uwagi, jeżeli planowane rozwiązania mogą mieć wpływ na ich gospodarstwo czy nieruchomość.
Dziennikarz: Czyli najważniejsze jest znalezienie równowagi między ładem przestrzennym, prawem własności i przyszłością rolnictwa?
Ryszard Bober: Dokładnie. Potrzebujemy planowania przestrzennego, ale musi ono uwzględniać realia polskiej wsi. Nie możemy przeciwstawiać mieszkańców rolnikom. Jedni i drudzy są częścią tej samej społeczności. Chodzi o to, aby rozwój zabudowy nie odbywał się kosztem produkcji rolnej, a działalność rolnicza nie była postrzegana jako przeszkoda w rozwoju terenów wiejskich. Jeżeli uda nam się zachować tę równowagę, plany przestrzenne będą rzeczywiście służyć mieszkańcom, a nie generować kolejne konflikty.
Dziennikarz: Panie Senatorze, dziękuję za rozmowę.












